30 sierpnia 2017, 13:39

Wszawa sprawa

Choć towarzyszą nam od tysięcy lat, są współcześnie tematem tabu. Kojarzą się z biedą i nieprzestrzeganiem elementarnych zasad higieny. Nijak nie pasują do współczesnego nowoczesnego świata. Mimo to wszy mają się świetnie. Zwłaszcza w szkołach i przedszkolach w pierwszych tygodniach roku szkolnego. Jeśli już nas dopadną, trzeba się ich szybko i skutecznie pozbyć, co nie zawsze jest proste. Do walki z wszami niezbędne jest poznanie ich bionomii i zachowań behawioralnych. Jak unikać wszawicy i jak ją zwalczać – o to porady mgr Ewy Sady, entomologa z SGGW.

 Wesz osobista

Na całym świecie jest kilka tysięcy gatunków wszy. Każdy z nich specjalizuje się w piciu krwi innych zwierząt. W zasadzie można powiedzieć, że każdy gatunek ssaka ma swoją wesz, która jest przystosowana do poruszania się po określonym rodzaju sierści lub włosów. Żerują nawet na zwierzętach dużo czasu spędzających w wodzie, takich jak np. foki. W tym przypadku pasożyt chowa się głęboko w futrze, tam gdzie nie dociera chłód oraz woda. Na szczęście wszy nie mają zwyczaju przenosić się z jednego gatunku zwierzęcia na drugi - te, które żerują na kotach lub psach, zupełnie nie są zainteresowane ludźmi i odwrotnie.

Ludzką krwią żywią się trzy, nieznacznie się od siebie różniące, gatunki tych pasożytów – wesz głowowa, ubraniowa i łonowa. Ta ostatnia jest obecnie rzadko spotykana.

 Sekretne życie wszy

Ludzkie wszy są niewielkich rozmiarów – średnio 3-4 mm. Nie mają skrzydeł i w przeciwieństwie do pcheł nie potrafią skakać. Przechodzą z włosa na włos, więc żeby się „zarazić”, trzeba znaleźć się w bliskim kontakcie z nimi. Z tego powodu miejsca, w których wszy rozprzestrzeniają się najlepiej, to duże skupiska dzieci w wieku 4-13 lat. Szerzeniu się tych owadów sprzyja pożyczanie sobie akcesoriów do włosów, przebywanie blisko siebie (spanie w jednym łóżku, używanie tej samej pościeli) oraz brak higieny głowy w czasie grupowych wyjazdów wakacyjnych. Wszy najczęściej atakują dziewczynki z gęstymi, długimi włosami. Jeśli mają wyjątkowo sprzyjające warunki, na jednej ludzkiej głowie może ich być nawet kilka tysięcy.

„Złapać wszy” można także przez przeniesienie ich jaj, które potocznie nazywane są gnidami. Jeśli osoba, która ma te pasożyty, podrapie się, a potem tą ręką dotknie koca lub pluszowej maskotki, wówczas na tych przedmiotach może pozostawić jaja. Pojawienie się wszy u kolejnych osób jest już tylko kwestią czasu. Zainfekować się możemy też w środkach komunikacji publicznej i w każdym innym miejscu, w którym pojawi się posiadacz tych owadów.

Jeśli u któregoś z domowników pojawią się wszy, leczeniu musi poddać się także reszta rodziny. Pasożyty te mają bardzo sprytny sposób na przetrwanie, przez co nie tak łatwo się ich pozbyć.

Samica wszy przyczepia swoje jaja do włosów za pomocą substancji podobnej do keratyny włosa. Dzięki temu jajo jest odporne na spłukiwanie i wydrapywanie. Gnidy są wielkości główki szpilki, wraz z dojrzewaniem embrionów zmieniają kolor z jasnego przezroczystego po brązowy. Po 8-10 dniach wylęgają się z nich larwy podobne do osobników dorosłych, które od razu zaczynają żerować na swoim żywicielu. Co ciekawe, w zależności od temperatury otoczenia samica wszy przyczepia swoje jaja w różnej odległości od skóry głowy. W krajach tropikalnych może to być nawet 15 cm, w naszym klimacie umiarkowanym 3-8 mm. Wesz żyje 2-3 miesiące, w ciągu swojego życia może złożyć 150-300 jaj. Jednak bez żywiciela nie jest w stanie przetrwać dłużej niż 2 dni. Owad ten nie potrafi najeść się na zapas. Kłuje, kiedy jest głodny, 8-10 razy dziennie.

Jest to wiedza bardzo przydatna do zwalczania tych pasożytów. Leczenie powinno być przeprowadzone kompleksowo, musi obejmować całą rodzinę i bliskie otoczenie. Teoretycznie osobniki dorosłe wszy przez krótki czas mogą znajdować się poza organizmem żywiciela można je znaleźć na kocach, pościeli, ręcznikach czy akcesoriach do włosów. W tych miejscach przede wszystkim  znajdują się „wydrapane” uprzednio gnidy. Aby pozbyć się kłopotliwych lokatorów, trzeba kupić w aptece dowolny preparat zwalczający wszy oraz specjalny grzebień o bardzo gęstym rozstawie zębów. Nie trzeba obcinać włosów. Stosowanie preparatu zgodnie z instrukcją producenta oraz wyczesywanie gnid w  zupełności wystarczy. Należy też wyprać wszystkie tekstylia, najlepiej w temperaturze powyżej 60 st. C. Wszystkie akcesoria do włosów należy porządnie wyczyścić w gorącej wodzie. Dywany warto uprać i wyparować. To, czego nie da się wyparzyć, można na dwa tygodnie zamknąć w foliowej, strunowej torbie na dwa tygodnie. Po tym czasie obumrą wszy, które wykluły się z najświeższych jaj. Odpowiednie zabiegi powinny także zostać przeprowadzone w szkołach i przedszkolach, w których u dzieci pojawiły się wszy. Niegdyś higienistki w szkołach przeprowadzały powakacyjną kontrolę głów, dziś ten proceder odchodzi w zapomnienie… a szkoda, bo w znacznym stopniu taka kontrola ograniczała rozprzestrzenienia się wszy w szkołach czy przedszkolach - im szybsze zlokalizowanie problemu i reakcja, tym łatwiej opanować pasożyty. Przede wszystkim osoba zainfekowana powinna pozostać w domu do czasu zakończenia leczenia- tak wygląda idealna „kwarantanna”. Niestety, nie istnieje żaden skuteczny środek, który chroniłby przed tymi krwiopijcami. Co gorsza, zdarza się, że wszy uodparniają się na którąś substancję aktywną zawartą w preparatach. Wówczas należy udać się do apteki po inny środek. Najtrudniejsze do zwalczenia są gnidy – na wyeliminowanie ich potrzeba więcej czasu  – mówi mgr Ewa Sady z Zakładu Entomologii Stosowanej Wydziału Ogrodnictwa, Biotechnologii i Architektury Krajobrazu SGGW.

 Swędzący problem

Pierwszym objawem pojawienia się wszy jest uporczywe swędzenie skóry głowy, następnie pojawia się zaczerwienienie, swędzące grudki lub drobna czerwona wysypka. Pierwsze objawy wszawicy najłatwiej zauważyć na drobnych włosach przy uszach i nasadzie karku. Jeśli zapłodniona samica zaczyna składać jaja, wówczas pojawia się wysięk sklejający włosy w kołtun. Wszy dostarczają wielu przykrych doznań, ale na szczęście nie są wektorem żadnych groźnych chorób. Kiedyś przenosiły tyfus, który obecnie nie stanowi większego zagrożenia dla zdrowia. Niebezpieczne może być jedynie zakażenie powstałe w wyniku drapania swędzącej skóry. Na pewno warto reagować na pierwsze niepokojące objawy – im szybciej zauważymy wszy i rozpoczniemy walkę z nimi, tym krócej będzie ona trwała.

Anna Ziółkowska
Konsultacja merytoryczna: mgr Ewa Sady, Samodzielny Zakład Entomologii Stosowanej Wydziału Ogrodnictwa, Biotechnologii i Architektury Krajobrazu SGGW

PLIKI

    OBRAZY